Boże Ciało #33
Kinematografia powinna być wzbogacona o dodatkowy gatunek: realizm polski. Bo są na nadwiślańskiej arenie filmy, które aż kują w oczy swoją prawdziwością, rzeczywistym odzwierciedleniem świata, który nas otacza, który jest nam najbliższy. Do takich właśnie filmów należy chociażby Boże ciało, najnowsze dzieło młodego, choć ambitnego reżysera, Jana Komasy.
Historia młodego mężczyzny z poprawczaka, dość religijnego, który w życiu z górki nie ma. Czasami mu się udaje, głównie za sprawą dobrych relacji z pewnym księdzem. To właśnie on był dla niego wzorem, gdy przyszło udawać mu kleryka w pewnej wsi. Niby przez własną głupotę, lecz gdyby nie to, nie zostałaby zobrazowana prawda o polskim, choć pewnie nie tylko, społeczeństwie.
Pojawia się szereg pytań. Czy księża muszą być odcięci od sposobu funkcjonowania normalnych ludzi? Czy nie mogą zacząć zakładać rodzin? Czy muszą zawsze być poprawni we wszystkim co robią? Czy ich życie musi być wiecznie podporządkowane pewnym określonym regułom? Pojawia się także jedna, choć bardzo szczególna odpowiedź. Wiara nie jest wyznacznikiem moralności.
Nie zasłonimy się nią, gdy jesteśmy złymi ludźmi. To nie ona wyznacza poziom dobroci naszego serca. Możemy żyć grzesznie z Bogiem lub w zgodzie ze światem bez niego. Problem, który powinien wydawać się już dawno rozwiązany, a część ludzi wciąż tego nie rozumie.
Dlatego Boże ciało nie jest drugim Klerem. Nie odkrywa skrywanych przez lata tajemnic, nie ukazuje tego, co pod zasłoną. Może wręcz przeciwnie. Jest w pewnym sensie odzwierciedleniem zapatrzenia polskiego społeczeństwa w słowo i czyn Kościoła, a przecież jest on zaledwie instytucją z przestarzałymi tradycjami, które należałoby już dawno zmienić. Nie twierdzę, że wówczas przybyłoby wiernych, lecz cała klerykalna struktura zdobyłaby przynajmniej na szacunku wśród osób z Kościołem niezwiązanych lub od niego totalnie odciętych.
Zanim udamy się do kin, już uderza nas nieduża ilość znanych nazwisk na ulotce. Brak Kulesza, Kot, Szyc, Więckiewicz. Nie odejmuję talentu tym aktorom, jednak o ile łatwiej jest skupić się na przedstawionej historii, gdy nie dręczą nas myśli dotyczące samego aktora, a roli, w którą się wcielił. Bo przecież to jest w tym wszystkim najistotniejsze. Tak więc świadomy dobór przez Komasę aktorów mało znanych, często zaczynających swoją karierę, był dobrym posunięciem, by widz bardziej świadomie uczestniczył w przedstawionej opowieści.

Komentarze
Prześlij komentarz