Cyrk #31

Zrobiony najprostszym sposobem, wręcz po taniości, kiczowato i bez większego wysiłku. Jednym zdaniem podsumowaliśmy najnowszy teledysk Edyty Bartosiewicz do piosenki Cyrk. Są dwa wyjścia. Tym opisem zachęciłam do obejrzenia video lub totalnie zaniechałam wszelkie chęci, aby to uczynić. Wybór opcji pierwszej świadczy o niekonwencjonalności w podejmowaniu działań oraz dystansowym spojrzeniem na świat - nie boimy się zobaczyć tego, co inni mogliby uznać za niewarte ich czasu. I właśnie dla takich osób powstał ten teledysk.

Możliwe, że wystarczyłaby najprostsza kamera, parę czerwonych nakładek na nosy i urodzinowa dmuchawka, aby stworzyć twór będący idealnym odzwierciedleniem Cyrku. Nieduży nakład pracy i materiału nie świadczy jednak o jakości tego, co powstało. Satyryczna relacja ze wspólnie spędzonych chwil grupy znajomych w teledysku Bartosiewicz zapewne nie miała być kolejną wyimaginowaną historią o księciu na koniu w samochodzie elektrycznym czy zbuntowanych nastolatkach. Jest czymś więcej niż to. Bo to jedyna w swoim rodzaju tak przedstawiona rzeczywistość, którą każdy może odebrać jak chce, choć przesłanie zapewne będzie u większości podobne: życie jest wieczną zabawą.

Wśród prostoty wykonania znajdziemy jednak smaczki, które wskazują na przemyślany charakter całego przedsięwzięcia. Najprostszym dowodem na owe działanie są kadry - nietrudno je dostrzec, widoczne są nawet dla najbardziej racjonalnych biznesmenów w garniturach, w końcu spajają cały teledysk. Wykonane z różnych kątów, na wszelakie sposoby, z przybliżeń i oddaleń nadają tylko tym większy ironiczny charakter nagraniu. Lecz, w odróżnieniu od przedstawianych sytuacji, robią to w sposób naprawdę subtelny, bo niewidoczny. W końcu kadry muszą być zawsze w tego typu rzeczach, większość zatem nie zwraca na nie kompletnej uwagi. A szkoda.

Odejdźmy na chwilę od tego, co widzimy i skupmy się na tym, co słyszymy. Nie sam teledysk jest nonkonformistyczny w swojej formie, lecz i tekst piosenki świadczy o podobnym podejściu do świata samej Bartosiewicz. Pośladkami zaraz klaśnie słoń albinos w rytm muzyki - który artysta zdecydowałby się na zaśpiewanie takich słów w teledysku podkładając je pod obraz, na którym je suchą bułkę niczym wygłodniały tygrys? W refrenie pojawia się także wzmianka o śmiechu i szczęściu jako o lekarstwie na to, co dzieje się w mediach na co dzień, czyli hejt oraz tytułowy cyrk.

Czy zatem nieskomplikowanie stworzony teledysk stał się manifestacją lub pokojową formą walki przeciw szerzącej się nienawiści? Częściej skupiamy się na tym, co negatywne niż cieszyć się pozytywnymi aspektami niektórych zjawisk. Życie jest wieczną zabawą, trzeba podchodzić do niego z dystansem, by nie pogubić się we własnych losach, nie zabić w sobie tego ostatniego promyczka optymizmu, który jeszcze trzymał nas z dala od zostania kolejnym nudnym obywatelem, robiącym i zachowującym się dokładnie tak samo jak reszta. Nie poddawajmy się złym emocjom, bawmy się, nie zapominajmy o naszych przyjaciołach. Traktujmy świat jak wieczny cyrk. Bo przecież nim jest.



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

ARTYKUŁ 4: Dobre dzieła niezbyt dobrych ludzi #32

Słodki koniec dnia #22