Moda jako sztuka #29

Czemu ktoś chciałby się zajmować modą? To przecież takie powierzchowne zajęcie. Branża pełna rozpieszczonych córeczek tatusiów przebierających się tylko z jednej sukienki w drugą. Żadnych ambicji, byle chęć posiadania szafy wypchanej po brzegi. Tak, aby koleżanki z bankietów zazdrościły. Do tego te buty i dodatki... Kupa kasy, która mogłaby iść na biedne dzieci z Afryki! Ludzie ze świata mody to w ogóle są jacyś nie ten teges... Same zapatrzone w siebie Mirandy Priestly! Po trupach i do celu, a ich celem to zazwyczaj są te trupy. Byle wyssać ostatnią kroplę krwi z tych biednych stażystek, które wewnątrz to i tak już mało co mają, bo przecież od rana do wieczora jedynie listek sałaty, by nie przekroczyć tej koszmarnej granicy 32. Co to się z tym światem dzieje to ja nie wiem...

Umniejszanie wartości mody jako formy sztuki jest zjawiskiem dość powszechnym, szczególnie w zamkniętych czy konserwatywnych kręgach. Popkultura przełomu lat 90. i 00. zaserwowała społeczeństwu sporą dawkę stereotypów o branży modowej, głównie poprzez wspomniane już obrazowanie jej jako elitarnego światka zepsutych do szpiku kości przyszłych dziedziczek fortuny (pominę już fakt, że samych dziedziczek). W głębi umysłów wielu taki obraz zakorzenił się na stałe. Mało kto doświadcza oporu przed zachwytem nad pięknem Zimnej wojny, geniuszem Rafaela czy konstrukcją Dawida. Rzadki bywa jednak przypadek, by ktoś niezainteresowany strukturą świata mody uznał wizjonerstwo któregoś z wielkich kreatorów, nawet w kontekście wysokiego krawiectwa. A przecież moda - ta tworzona w atelier, nie masowo na potrzeby sieciówki - jest równie wartościowa, co jej gatunkowe rodzeństwo: obraz, film, muzyka, rzeźba, fotografia... W końcu wszystko to jest sztuką oraz ekspresją artysty, tyle, że w innej formie przekazu.

Prawie każdą jedną kreację z prawie każdej osobnej kolekcji haute couture wyrywkowego domu mody można porównać lub wpisać w szeregi arcydzieł. Rzadko lądują w muzeach, jeśli ich kreator wciąż stąpa po ziemi, ale czy do zachwytu nad czymś potrzebujemy zamkniętej ekspozycji danej rzeczy w przestrzeniach El Prado? Konstrukcje ubioru mody wyższej potrafią pozostać w pamięci na długo. Przykładem jest jesienno-zimowy pokaz Iris van Herpen na rok 2020, gdzie ubrania były nie tyle ubraniami, co konstelacjami architektonicznymi poruszającymi się wraz z powiewami powietrza. Publiczność zamarła, internet zawrzał. Czy są praktyczne - zapewne nie, lecz od kiedy w haute couture chodzi o praktyczność? Ważne, by ubrania te, jak filmy Wesa Andersona, cieszyły oczy, duszę i pobudzały opinię publiczną.

Stojący na piedestale modowych wyżyn są zazwyczaj osobami wyjątkowo wszechstronnymi. Karl Lagerfeld, po za wieloletnią pracą dla dwóch czołowych domów mody (co łącznie zmuszało go do tworzenia około 15 kolekcji rocznie) był także fotografem, rysownikiem, dyrektorem artystycznym kampanii, filmowcem oraz scenografem pokazów. CV Miucci Prady bogate jest o tytuł doktora politologii, a także stanowisko właściciela mediolańskiej galerii artystycznej. Warto również przypomnieć, że  XX wiek to praktycznie ciągłe innowacje i przemiany na tle odzieżowym. Nie tyle odwaga, co również intelekt jest wymagany, by stworzyć nieznane dotąd społeczeństwu filozofie mające swoje podstawy w ubraniach właśnie. Może brzmieć płytko. Jednak czy to nie Coco Chanel, swoimi małymi czarnymi, ofiarowała kobietom długo wyczekiwaną niezależność? Czy to nie Christian Dior,  swoim New Lookiem, przywrócił utęsknioną elegancję? Na myśl przychodzi także  Yves Saint Laurent oraz jego wizja ubrania kobiety w smoking, co stało się manifestem równości płci w latach 60. i 70. Cała ta trójka wyprzedzała swoje czasy, a przynajmniej była ich spektakularnym początkiem. Urzeczywistnili to, co dla wielu nie było nawet wyobrażeniem, przy użyciu zaledwie igły i nici. Jeśli nie są to cechy prawdziwego artysty, to wówczas kim on w rzeczywistości jest?

Możliwe, że to sztuka jako ogół jest marginalizowana, nie sama moda. Wtedy sytuacja jest tym gorsza. Pozbawiamy się wówczas wolności i skazujemy na zapomnienie jedyną pokojową formę walki. Moda pamięta przypadki, gdy musiała bronić idei, w które wierzyła - czy to ochrona środowiska czy prawa mniejszości; czy to za pomocą t-shirtów (We should all be feminists Diora) czy ogólnoświatowych kampanii społecznych (współpraca Vivienne Westwood i Greenpeace na rzecz dbania o lodowce Arktyki). Może tym razem musi zawalczyć sama o siebie, w ochronie swojej prawdziwej, okazałej natury i statusu jednej z form twórczych, do których przecież należy.



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Cyrk #31

ARTYKUŁ 4: Dobre dzieła niezbyt dobrych ludzi #32

Słodki koniec dnia #22