Muzeum Narodowe w Warszawie #14
Wycieczki szkolne kierują się raczej do Centrum Kopernika. Tam, mali uczniowie, zapoznawani są z podstawowymi pojęciami i zagadnieniami nauk ścisłych. Badają eter i jego materialne składniki na podstawie suchych faktów, którymi naukowcy od lat się karmią. Nie ma w tym nic złego. Wręcz przeciwnie. Człowiek, aby być w pełni człowiekiem, powinnien rozwijać się w każdej dziedzinie po trochu, a dopiero spośród wszystkich wybrać tę jedyną. Starsze pokolenia chcą kreować młodsze na mądre, wykształcone, obeznane. Ich mentalność jednak, oraz obecny system edukacji, zapominają, że nie tylko matematycy i fizycy mogą być jednostkami wybitnymi. Skupiając się na umyśle dziecka zapominają o jego wnętrzu i uczuciach - często tym samym zabijając jego kreatywność. Bo jeśli chcemy, by mali obywatele tego świata wyrośli na naszych godnych następców, to powinniśmy kształtować ich we wszystkich zakresach, ze sztuką łącznie. Organizuje się wycieczki do CNK, lecz czemu na oświatowym rynku jest taki deficyt wizyt uczniowskich w Muzuem Narodowym?
Muzuem Narodowe jest jednocześnie podróżą przez dzieje świata jak i machiną oddziałującą na zmysły. Ten magiczny punkt na mapie Warszawy przybliży nam każdą epokę - lub tylko te wybrane. Wśród tysiąca obrazów i rzeźb zetkniemy się z ówczesną sytuacją polityczną, ideologiami grup społecznych czy codziennym życiem danego okresu (nie od dziś wiadomo, że artyści są szczególnie wyczuleni na otaczającą ich rzeczywistość). Pracują głównie oczy. Słuch się na chwilę wyłącza, ustępuje miejsca wyobraźni i duszy. O czym myślimy patrząc na grafiki Henryka Stażewskiego? Co on sam chciał nam przekazać? Czy jest w tym wszystkim zakodowana pewna wiadomość do odszyfrowania? A może całą tą geometryzacją śmieje nam się w twarz, tymczasem my - jak te naiwne osiołki - dopisujemy sobie do tych figur nieskończoną ilość wyimaginowanych teorii.
MN, choć jest ostoją polskiej sztuki, pod swój dach przygarnia również wielu spoza nadwiślańskiego terenu. Julius Klinger czy Paul Signac wtapiają się w tłum złożony z Olgi Boznańskiej czy Jana Matejki. Nie ma różnicy między dziełami tych czy tamtych. Wszyscy tworzą dziedzictwo, nie tyle polskie, co europejskie, a Muzeum Narodowe szerzy tę współpracę na najwyższym poziomie, udowadniając co nieco co poniektórym.
Muzuea opowiadają o ludziach. Miastach. Historii. Kulturze. Jak Prado w Madrycie czy Luwr w Paryżu, tak MN w Warszawie. Sztuka jest czymś więcej niż wzorami, pod które podstawia się liczby. Rozwija nas wewnętrznie i pobudza do człowieczeństwa. Jest odpowiedzią i drogowskazem. Uratowała nas nie raz, nie dwa razy. Nie istnielibyśmy bez artystów. Chciałabym, aby coraz więcej ludzi zdawało sobie z tego sprawę.
Muzuem Narodowe jest jednocześnie podróżą przez dzieje świata jak i machiną oddziałującą na zmysły. Ten magiczny punkt na mapie Warszawy przybliży nam każdą epokę - lub tylko te wybrane. Wśród tysiąca obrazów i rzeźb zetkniemy się z ówczesną sytuacją polityczną, ideologiami grup społecznych czy codziennym życiem danego okresu (nie od dziś wiadomo, że artyści są szczególnie wyczuleni na otaczającą ich rzeczywistość). Pracują głównie oczy. Słuch się na chwilę wyłącza, ustępuje miejsca wyobraźni i duszy. O czym myślimy patrząc na grafiki Henryka Stażewskiego? Co on sam chciał nam przekazać? Czy jest w tym wszystkim zakodowana pewna wiadomość do odszyfrowania? A może całą tą geometryzacją śmieje nam się w twarz, tymczasem my - jak te naiwne osiołki - dopisujemy sobie do tych figur nieskończoną ilość wyimaginowanych teorii.
MN, choć jest ostoją polskiej sztuki, pod swój dach przygarnia również wielu spoza nadwiślańskiego terenu. Julius Klinger czy Paul Signac wtapiają się w tłum złożony z Olgi Boznańskiej czy Jana Matejki. Nie ma różnicy między dziełami tych czy tamtych. Wszyscy tworzą dziedzictwo, nie tyle polskie, co europejskie, a Muzeum Narodowe szerzy tę współpracę na najwyższym poziomie, udowadniając co nieco co poniektórym.
Muzuea opowiadają o ludziach. Miastach. Historii. Kulturze. Jak Prado w Madrycie czy Luwr w Paryżu, tak MN w Warszawie. Sztuka jest czymś więcej niż wzorami, pod które podstawia się liczby. Rozwija nas wewnętrznie i pobudza do człowieczeństwa. Jest odpowiedzią i drogowskazem. Uratowała nas nie raz, nie dwa razy. Nie istnielibyśmy bez artystów. Chciałabym, aby coraz więcej ludzi zdawało sobie z tego sprawę.



Komentarze
Prześlij komentarz