Władza #13

Czym jest władza bez intryg? Zaledwie pustą przestrzenią bez wnętrza bogatego w jad żmii. Nic się nie dzieje, brak jest skandali i sekretów chronionych niczym najszczersze złoto. Nie ma władców bez wrogów i rządów bez podstępów. Władza przestaje być władzą, gdy wszystko się normuje, a jeśli nie ma trupów - nigdy nią nie była.

Teatralna opowieść o dworze Ludwika XIV jest uniwersalnym odzwierciedleniem tego, co działo i dzieje się na, niektórych przynajmniej, europejskich dworach. Monarchia absolutna, jeden człowiek i banda jego bezmózgich parobków. Nadinterpretacja czy przewrażliwienie? To drugie na pewno, za troskę dziękuję.

Podziwiając scenariuszową budowę Wersalu i zachwycając się kostiumami aktorów, nie opuszczało mnie wrażenie, że spektakl ten powstał nie bez przyczny. W dodatku, mocno inspirowany wydarzeniami z Wiejskiej czy Nowogrodzkiej. Choć moja wyobraźnia często wybiega za daleko, to jednak wizerunek Prezesa Słońce uderzał mnie za każdym razem, gdy na scenie pojawiała się postać Ludwika XIV.

Sama Władza jako spektakl poruszała emocje. Poczynając na oburzeniu wywołanym szowinistycznymi zachowaniami niektórych bohateró (tak, tak, inne czasy, darujcie sobie) przez smtek z powodu losu, jaki czekał doradcę króla, po zachwyt wizualną stroną przedsięwzięcia. Historia, choć zawiła, pouczająca - i prawdziwa. Dużą rolę na scenie odegrali także stażyści, bez których całość nie byłaby tak kompletna. Podobno na Władzę przyjeżdżają do Radomia widzowie z miast takich jak Warszawa czy Kraków. W tym wypadku, nawet im się nie dziwię...

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Cyrk #31

ARTYKUŁ 4: Dobre dzieła niezbyt dobrych ludzi #32

Słodki koniec dnia #22