Czwarta władza #11
Dziennikarz jest jak sędzia. Wydaje wyroki i przedstawia prawdę. Powinnien być neutralny i pamiętać o osobach, które powierzyły mu zaufanie, jednak w całym tym amoku, nie zapominając o samym sobie. Dziennikarstwo to przede wszystkim rzetelność, to polityczne szczególnie. I oczywiście, są dziennikarze, dla których mikrofon czy pióro to jedynie przepustki do sławy i wielkiego świata, więc i dla utrzymania swojego (ekhem) celu zgodzą się o czymś nie wspomnieć lub obrócić o 180 stopni. Ci prawdziwi natomiast, są dawcami sprawiedliwości i w momencie, gdy wolność i owa rzetelność ich pracy zostają zagrożone, powinna być uruchomiona niezawisłość dziennikarska. Dokładnie tak, jak w przypadku sędzi, który pozostając w obszarach władzy trzeciej (sądowniczej), czwartą pozycję oddaje mediom i ludziom, którzy je tworzą.
Brzmi jak film idealny dla ciebie, usłyszałam, gdy opowiadałam przyjaciółce o czym produkcja Stevena Spielberga jest. Fakt. Brakuje tylko Morgana Freemana w roli narratora i soundtracku z Wielki Gatsby. Cała reszta - rzeczywiście doskonała. Oparta na faktach historia Kay Graham (Meryl Streep), która przejmuje jeszcze-nie-taki-słynny dziennik po swoim zmarłym mężu, The Washington Post. Mała lokalna gazeta, usilnie próbująca zdobyć uznanie, jakim cieszy się gigant The New York Times. W dodatku z kobietą na czele, co w tamtych czasach było postrzegane co najmniej jako ekstrawaganckie. Wielu chce sterować Graham lub totalnie przejąć jej pozycję. Okazja na udowodnienie tym patriarchalnym świniom na co stać kobietę, pojawia się, gdy do redakcji dociera informacja na temat nieuczciwości amerykańskiego rządu. Gazeta za cel stawia sobie zdobycie dowodów i opublikowanie ich, co może być jej trampoliną do sukcesu na skalę wspomnianego wcześniej giganta. I właśnie w chwili, gdy artykuł był już gotowy, a za kilka szcześćdziesięciominutówek miał trafić do druku, pojawia się problem. Wysłannik rządu informuje Kay, że prezydent wie i nie zezwala na publikację jakże bolesnej dla niego prawdy. Dziennikarka musi stanąć przed wyzwaniem: być posłuszna państwu czy obywatelom - w tym samej sobie. Rozstrzygnięcia nie zdradzę, ale wszyscy chyba pamiętamy, jak skończył Nixon. To i teraz będziemy wiedzieć, czyja zasługa to była.
Czwarta władza obrazuje media jako narzędzie do generowania prawości oraz czuwania nad ludźmi, którzy często mają tendencję do ślepego podążania za politykami. Dziennikarstwo, które oglądamy poprzez przewijające się kadry jest pełne pasji, zaangażowania, a redaktorzy stróżami The Washington Post czy The New York Times, którzy nie zgadzają się na manipulacje tych u szczytu. Poświęcając własną wolność, ofiarowują ją innym. Politycy nie obawiają się kłamstwa, jakie dziennikarz może napisać na ich temat, a prawdy. Ale czy zakrycie się cenzurą lub hashtagiem fake news cokolwiek pomoże? Dziennikarze mają siłę, która objawia się politykom (i nie tylko) w ich najgorszych koszmarach. To właśnie ona, jak żadna inna, potrafi ich samych pozbawić wpływów i poparcia. Media mają władzę. Media są władzą. Czwartą władzą.
No i gra tam Tom Hanks.
Brzmi jak film idealny dla ciebie, usłyszałam, gdy opowiadałam przyjaciółce o czym produkcja Stevena Spielberga jest. Fakt. Brakuje tylko Morgana Freemana w roli narratora i soundtracku z Wielki Gatsby. Cała reszta - rzeczywiście doskonała. Oparta na faktach historia Kay Graham (Meryl Streep), która przejmuje jeszcze-nie-taki-słynny dziennik po swoim zmarłym mężu, The Washington Post. Mała lokalna gazeta, usilnie próbująca zdobyć uznanie, jakim cieszy się gigant The New York Times. W dodatku z kobietą na czele, co w tamtych czasach było postrzegane co najmniej jako ekstrawaganckie. Wielu chce sterować Graham lub totalnie przejąć jej pozycję. Okazja na udowodnienie tym patriarchalnym świniom na co stać kobietę, pojawia się, gdy do redakcji dociera informacja na temat nieuczciwości amerykańskiego rządu. Gazeta za cel stawia sobie zdobycie dowodów i opublikowanie ich, co może być jej trampoliną do sukcesu na skalę wspomnianego wcześniej giganta. I właśnie w chwili, gdy artykuł był już gotowy, a za kilka szcześćdziesięciominutówek miał trafić do druku, pojawia się problem. Wysłannik rządu informuje Kay, że prezydent wie i nie zezwala na publikację jakże bolesnej dla niego prawdy. Dziennikarka musi stanąć przed wyzwaniem: być posłuszna państwu czy obywatelom - w tym samej sobie. Rozstrzygnięcia nie zdradzę, ale wszyscy chyba pamiętamy, jak skończył Nixon. To i teraz będziemy wiedzieć, czyja zasługa to była.
Czwarta władza obrazuje media jako narzędzie do generowania prawości oraz czuwania nad ludźmi, którzy często mają tendencję do ślepego podążania za politykami. Dziennikarstwo, które oglądamy poprzez przewijające się kadry jest pełne pasji, zaangażowania, a redaktorzy stróżami The Washington Post czy The New York Times, którzy nie zgadzają się na manipulacje tych u szczytu. Poświęcając własną wolność, ofiarowują ją innym. Politycy nie obawiają się kłamstwa, jakie dziennikarz może napisać na ich temat, a prawdy. Ale czy zakrycie się cenzurą lub hashtagiem fake news cokolwiek pomoże? Dziennikarze mają siłę, która objawia się politykom (i nie tylko) w ich najgorszych koszmarach. To właśnie ona, jak żadna inna, potrafi ich samych pozbawić wpływów i poparcia. Media mają władzę. Media są władzą. Czwartą władzą.
No i gra tam Tom Hanks.

Komentarze
Prześlij komentarz