Polski Vogue, czarna Wołga #7
Vogue wcale nie był, wbrew pozorom, pierwszym magazynem modowym na świecie. Powstał w 1892 roku, czyli ćwierć wieku po Harper's Bazaar. Zjawisko archetypowania tego tytułu wzięło się prawdopodobnie z aliasu biblia mody, którym często określa się miesięcznik. Bo Biblia w wielu dziedzinach była lub jest pierwsza. Dla przynajmniej pewnej części z 2 miliarda chrześcijan (lub żydów) jest też najważniejsza. Ale różnica między Biblią a Voguiem jest taka, że przed tą pierwszą nie było n i c.
Tak, Vogue to zdecydowanie najsłynniejszy magazyn modowy świata. Od dekad wyznacza trendy w ponad 22 krajach na całym świecie. W dobie Internetu, ta liczba zapewne jest większa. W Polsce czekaliśmy na niego ponad 126 lat (może gołąb się zgubił po drodze), a już w następnym miesiącu będziemy świętować jego rok na nadwiślańskim rynku.
Oczywiście, ogłoszenie o wejściu tytułu do Polski obiegło kraj parę miesiący wcześniej, ale sprawą wszyscy zaczęli żyć dopiero po ukazaniu się okładki, czyli w lutym 2018, na około tydzień przed wypuszczeniem Vogue'a do sklepów. Anja Rubik i Małgosia Bela na tle Pałacu Kultury. Obie ubrane na czarno, dzień pochmurny, wokół smog. Komunistyczna aura, wielu uznało, że Juergen Teller za bardzo pojechał na Wschód. Jak pchły, czepiali się braku kolorów, pogodności i widocznego piękna w ujęciu. Tak naprawdę, nie chodziło im o zdjęcie samo w sobie, a o przekaz, jaki ze sobą niesie. Teller dokładnie wiedział jak uczynić polskiego Vogue'a jeszcze bardziej polskim i zobrazować ten kraj w jednym kadrze. Obiekty nienawiści obecnego rządu, czyli PKiN i Anja Rubik. Czarna Wołga wyłaniąjąca się z opar zanieczyszczonego powietrza. Brak promienności i ostatnie częste nawiązania do niechlubnej drugiej połowy XX wieku. Polska już dawno przestała być jedynie krakowianką w folkowej spódnicy, a Vogue celująco powiedział to głośno. Pierwszy sukces zaliczony.
Ale Filip Niedenthal wraz z redakcją liczą ten sukces w innej skali. Odnosi się wrażenie, że nie zależy im na ilości, a jakości odbiorców (jakkolwiek powierzchownie to brzmi). Chcą, aby Vogue'a czytały osoby modą i sztuką naprawdę zainteresowane. Takie, które wyniosą z publikacji coś więcej niż ładne zdjęcie na Instagrama. Po cichu śmieją się z polityki Anny Wintour stawiającej na haute-komercję. Ich okładki nie krzyczą KATY PERRY O NOWEJ PŁYCIE. Są cichutkie. Minimalistyczne. Bronią się pięknymi zdjęciami, artyzmem, przekazem i praktycznym brakiem słów.
Wewnątrz, polski Vogue jest równie piękny, co na zewnątrz. Moda gra główne skrzypce, ale ważny akt dostało się też szeroko pojętej kulturze. Redaktorzy często promują niszowych artystów. Zachęcają też do oglądania wystaw w Zachęcie i uczestniczenia w koncertach na Torwarze. Orkiestra nie byłaby jednak pełna bez polityki czy spraw społecznych ogólnie, które często grają w Vogue'u. Magazyn modowy to nie same obrazki.
Przed wejściem polskiego Vogue'a na rynek, wielu modowych fanatyków obawiało się jakości tej edycji. A jeśli nie jakości to tego, kto w naszym kraju będzie regularnie kupował taką pozycję? Szczerze - sama się obawiałam. Im dłużej jednak moja prenumerata trwa, tym bardziej utrzymuję się w przekonaniu, że niesłusznie.
Tak, Vogue to zdecydowanie najsłynniejszy magazyn modowy świata. Od dekad wyznacza trendy w ponad 22 krajach na całym świecie. W dobie Internetu, ta liczba zapewne jest większa. W Polsce czekaliśmy na niego ponad 126 lat (może gołąb się zgubił po drodze), a już w następnym miesiącu będziemy świętować jego rok na nadwiślańskim rynku.
Oczywiście, ogłoszenie o wejściu tytułu do Polski obiegło kraj parę miesiący wcześniej, ale sprawą wszyscy zaczęli żyć dopiero po ukazaniu się okładki, czyli w lutym 2018, na około tydzień przed wypuszczeniem Vogue'a do sklepów. Anja Rubik i Małgosia Bela na tle Pałacu Kultury. Obie ubrane na czarno, dzień pochmurny, wokół smog. Komunistyczna aura, wielu uznało, że Juergen Teller za bardzo pojechał na Wschód. Jak pchły, czepiali się braku kolorów, pogodności i widocznego piękna w ujęciu. Tak naprawdę, nie chodziło im o zdjęcie samo w sobie, a o przekaz, jaki ze sobą niesie. Teller dokładnie wiedział jak uczynić polskiego Vogue'a jeszcze bardziej polskim i zobrazować ten kraj w jednym kadrze. Obiekty nienawiści obecnego rządu, czyli PKiN i Anja Rubik. Czarna Wołga wyłaniąjąca się z opar zanieczyszczonego powietrza. Brak promienności i ostatnie częste nawiązania do niechlubnej drugiej połowy XX wieku. Polska już dawno przestała być jedynie krakowianką w folkowej spódnicy, a Vogue celująco powiedział to głośno. Pierwszy sukces zaliczony.
Ale Filip Niedenthal wraz z redakcją liczą ten sukces w innej skali. Odnosi się wrażenie, że nie zależy im na ilości, a jakości odbiorców (jakkolwiek powierzchownie to brzmi). Chcą, aby Vogue'a czytały osoby modą i sztuką naprawdę zainteresowane. Takie, które wyniosą z publikacji coś więcej niż ładne zdjęcie na Instagrama. Po cichu śmieją się z polityki Anny Wintour stawiającej na haute-komercję. Ich okładki nie krzyczą KATY PERRY O NOWEJ PŁYCIE. Są cichutkie. Minimalistyczne. Bronią się pięknymi zdjęciami, artyzmem, przekazem i praktycznym brakiem słów.
Wewnątrz, polski Vogue jest równie piękny, co na zewnątrz. Moda gra główne skrzypce, ale ważny akt dostało się też szeroko pojętej kulturze. Redaktorzy często promują niszowych artystów. Zachęcają też do oglądania wystaw w Zachęcie i uczestniczenia w koncertach na Torwarze. Orkiestra nie byłaby jednak pełna bez polityki czy spraw społecznych ogólnie, które często grają w Vogue'u. Magazyn modowy to nie same obrazki.
Przed wejściem polskiego Vogue'a na rynek, wielu modowych fanatyków obawiało się jakości tej edycji. A jeśli nie jakości to tego, kto w naszym kraju będzie regularnie kupował taką pozycję? Szczerze - sama się obawiałam. Im dłużej jednak moja prenumerata trwa, tym bardziej utrzymuję się w przekonaniu, że niesłusznie.
KOLEJNYCH UDANYCH LAT VOGUE PL W (PRAWIE) ROCZNICĘ POWSTANIA!









Komentarze
Prześlij komentarz