Wyborcza, Warlikowski, Węgry #5
Obserwując od pewnego czasu budzące się wśród części Europejczyków nacjonalistyczne zachowania, ciężko nie martwić się o nasz kontynent. Poglądy innych trzeba szanować i wiem, że nagle lewakami wszyscy nie zostaniemy (a szkoda), ale żadna skrajność nie jest dobra. Szczególnie ta konkretna, rezprezentowana m.in. przez szanownego pana Orbana.
Ostatnie przemówienie Krzysztofa Warlikowskiego w Europarlamencie pokazało, że mogę mieć w nim sojusznika. Dyrektor teatralny również dostrzega wzrost prawicy w siłę w Europie, ale i widzi powód tego w statystykach. Bo nie od dziś wiadomo, że czytanie edukuje, a głupim łatwiej kierować. Więc, gdy wykres mówi: 40% Polaków nie rozumie tego, co czyta, kolejne 30 w niewielkim stopniu; 10% absolwentów szkoły podstawowej nie potrafi czytać; 25% Polaków nie ma w domu ani jednej książki, odpowiedź staje się wręcz wyraźna. Skrajna prawica wygrywa tam, gdzie ludzie jej na to pozwalają - nie czytając, ale i obchodząc się ze sztuką jak z psem chorym na wściekliznę, ostrożnie, z daleka, najlepiej wcale nie podchodzić. Ludzie głupieją, swoje zasady moralne układają nie na podstawie książek Orwella, ale tego, co powie im ksiądz z ambony. A księża wierni nie tym, co wspierają czarny protest lub Smarzowskiego, a tym drugim. Choć w polskich realiach, niewiadomo właściwie kto komu bardziej wierny: Kościół Nowogrodzkiej czy Nowogrodzka Kościołowi.
Warlikowski wyznaje też, że czuje się odpowiedzialny za demokrację w takim samym stopniu, co europosłowie. Przecież jako reżyser sztuk może przez nie przekazać wiele rad i mądrości odnoszących się do bycia racjonalnym wyborcą, obywatelem i Europejczykiem. Wie jednak, że ludzi w teatrze coraz mniej, widzowie gdzieś zniknęli. Nie ma już kogo nauczać, lecz musi naprawić to, co zostało zniszczone.
Spadek czytelnictwa i prawicowy podbój widać w krajach postsowieckich, postkomunistycznych, do których nie docierały zachodnie zwyczaje i tamtejsza wolność. Nie, dla przykładu, w Skandynawii, słynącej ze swojej demokracji i chęci mieszkańców do książek. Kraje jak Polska są - nie oszukujmy się - mniej rozwinięte od Zachodu kulturowo, bo oglądali i czytali to, na co władza wydała im zgodę. Wschód jest pod tym względem o jedno pokolenie do tyłu. Większość Polaków spotyka się z książkami tylko pod postacią lektur szkolnych lub Pisma św. na niedzielnych mszach. Są niedoedukowani i niedoświadczeni, więc i łatwo nimi sterować. Miesięczna premia na każde dziecko. Człowiek rozumiejący świat wiedziałby, że na dłuższą metę, takie coś nie ma prawa bytu. Lecz mentalność, szczególnie tak mocną jak wschodnią, ciężko zmienić.
W zakończeniu swojego przemówienia, Warlikowski przedstawił laureatów konkursu, w którego jury skład wchodził, ale ciężko oprzeć się wrażeniu, że z jego wypowiedzi ktokolwiek zapamięta nazwiska zwycięzców...
Post napisany na podstawie artykułu z Gazety Wyborczej opublikowanego 13 grudnia 2018 roku.
Ostatnie przemówienie Krzysztofa Warlikowskiego w Europarlamencie pokazało, że mogę mieć w nim sojusznika. Dyrektor teatralny również dostrzega wzrost prawicy w siłę w Europie, ale i widzi powód tego w statystykach. Bo nie od dziś wiadomo, że czytanie edukuje, a głupim łatwiej kierować. Więc, gdy wykres mówi: 40% Polaków nie rozumie tego, co czyta, kolejne 30 w niewielkim stopniu; 10% absolwentów szkoły podstawowej nie potrafi czytać; 25% Polaków nie ma w domu ani jednej książki, odpowiedź staje się wręcz wyraźna. Skrajna prawica wygrywa tam, gdzie ludzie jej na to pozwalają - nie czytając, ale i obchodząc się ze sztuką jak z psem chorym na wściekliznę, ostrożnie, z daleka, najlepiej wcale nie podchodzić. Ludzie głupieją, swoje zasady moralne układają nie na podstawie książek Orwella, ale tego, co powie im ksiądz z ambony. A księża wierni nie tym, co wspierają czarny protest lub Smarzowskiego, a tym drugim. Choć w polskich realiach, niewiadomo właściwie kto komu bardziej wierny: Kościół Nowogrodzkiej czy Nowogrodzka Kościołowi.
Warlikowski wyznaje też, że czuje się odpowiedzialny za demokrację w takim samym stopniu, co europosłowie. Przecież jako reżyser sztuk może przez nie przekazać wiele rad i mądrości odnoszących się do bycia racjonalnym wyborcą, obywatelem i Europejczykiem. Wie jednak, że ludzi w teatrze coraz mniej, widzowie gdzieś zniknęli. Nie ma już kogo nauczać, lecz musi naprawić to, co zostało zniszczone.
Spadek czytelnictwa i prawicowy podbój widać w krajach postsowieckich, postkomunistycznych, do których nie docierały zachodnie zwyczaje i tamtejsza wolność. Nie, dla przykładu, w Skandynawii, słynącej ze swojej demokracji i chęci mieszkańców do książek. Kraje jak Polska są - nie oszukujmy się - mniej rozwinięte od Zachodu kulturowo, bo oglądali i czytali to, na co władza wydała im zgodę. Wschód jest pod tym względem o jedno pokolenie do tyłu. Większość Polaków spotyka się z książkami tylko pod postacią lektur szkolnych lub Pisma św. na niedzielnych mszach. Są niedoedukowani i niedoświadczeni, więc i łatwo nimi sterować. Miesięczna premia na każde dziecko. Człowiek rozumiejący świat wiedziałby, że na dłuższą metę, takie coś nie ma prawa bytu. Lecz mentalność, szczególnie tak mocną jak wschodnią, ciężko zmienić.
W zakończeniu swojego przemówienia, Warlikowski przedstawił laureatów konkursu, w którego jury skład wchodził, ale ciężko oprzeć się wrażeniu, że z jego wypowiedzi ktokolwiek zapamięta nazwiska zwycięzców...
Post napisany na podstawie artykułu z Gazety Wyborczej opublikowanego 13 grudnia 2018 roku.
Komentarze
Prześlij komentarz