OTP #3
Jest ostatni dzień listopada, zimno i ciemno, Andrzejki. Idelany czas, by wyruszyć do Gardzienic, około 30 kilometrów za Lublinem. Cel: maraton w Ośrodku Praktyk Teatralnych. Spektakli zobaczymy tylko dwa, jak na maraton dość mało, jednak pamiętać trzeba: nie ilość, a jakość. Tak, Gardzienice mogą być małą jak pchła wioską na Lubelszczyźnie, ale swój teatr mają (choć latarni ulicznych już nie). Co prawda, nie w neoklasycystycznej budowli, lecz byłym kompleksie dworskim. Budynków, jest więc tu więcej niż jeden i o ile w innych teatrach to aktorzy "przychodzą" do widza, o tyle tu widz "przychodzi" do aktora - z budynku do budynku. Położenie zmieniliśmy więc kilka razy.
Na owy maraton składały się dwa przedstawienia: Elektra, na podstawie tragedii Eurypidesa, oraz Wesele inspirowane dramatem Wyspiańskiego. Pozornie nudne? Może by tak było, gdyby całość zaprezentowana była za pomocą dialogu i fabuły. Na szczęście, tak się nie zadziało. Zarówno Elektra, jak i Wesele były nie tylko spektaklami, ale i twórczą formą pokazu interpretacji dzieł. Nieustająca muzyka, niekonwencjonalne tańce, ruchy, pozy, brak dialogów, śpiew, masa symboli. Jak fajerwerki: oddziaływało to nie tylko na zmysły, ale i odczucia. Zaniepokojenie. Strach. Ekscytacja. Podziw. W grze aktorskiej było widać talent i umiłowanie tych ludzi do tego, co robią. Chapeau bas dla reżysera, bo mało kto byłby w stanie utworzyć tak przedziwną, ale i piękną kompozycję. Gdzie na pierwszy plan nie wysuwa się słowo, a gesty i symbole, które przedstawiają. Zabawa światłem zastąpiła scenografię, lecz dzięki temu łatwiej było odczuć klimat - zarówno ten antyczny, jak i weselny.
Jak widać, piątkowy wieczór z lekturą szkolną tylko z pozoru jest zmorą ucznia...
Na owy maraton składały się dwa przedstawienia: Elektra, na podstawie tragedii Eurypidesa, oraz Wesele inspirowane dramatem Wyspiańskiego. Pozornie nudne? Może by tak było, gdyby całość zaprezentowana była za pomocą dialogu i fabuły. Na szczęście, tak się nie zadziało. Zarówno Elektra, jak i Wesele były nie tylko spektaklami, ale i twórczą formą pokazu interpretacji dzieł. Nieustająca muzyka, niekonwencjonalne tańce, ruchy, pozy, brak dialogów, śpiew, masa symboli. Jak fajerwerki: oddziaływało to nie tylko na zmysły, ale i odczucia. Zaniepokojenie. Strach. Ekscytacja. Podziw. W grze aktorskiej było widać talent i umiłowanie tych ludzi do tego, co robią. Chapeau bas dla reżysera, bo mało kto byłby w stanie utworzyć tak przedziwną, ale i piękną kompozycję. Gdzie na pierwszy plan nie wysuwa się słowo, a gesty i symbole, które przedstawiają. Zabawa światłem zastąpiła scenografię, lecz dzięki temu łatwiej było odczuć klimat - zarówno ten antyczny, jak i weselny.
Jak widać, piątkowy wieczór z lekturą szkolną tylko z pozoru jest zmorą ucznia...
Komentarze
Prześlij komentarz