Who Wants To Live Forever #1
Poniedziałek wieczorem. Dojeżdżamy z mamą do lokalnego kina, 10 minut przed seansem. W środku tłumy, jak na Stadionie Dziesięciolecia. Podchodzimy do kasy. Biletów brak, lecz jakiś starszy pan proponuje, że odsprzeda nam swoje - on z żoną ostatecznie zrezygnował z filmu. Ale jest pewnien problem. Pierwszy rząd. A pierwszy rząd w radomskiej Elektrowni to jak voucher na tygodniowy ból karku. Przez chwilę patrzymy na siebie z mamą pytającymi spojrzeniami, czy na pewno je chcemy?, po czym moja rodzicielka - jakby wyznając zasadę teraz albo nigdy - wyciąga portfel i pieniądze z niego zamienia na bilety owego pana. Droga szyjo, przepraszam.
Wchodząc na salę przyszedł nam do głowy jednak pewnien świetny pomysł. Przecież nie musimy siedzieć w fotelach. Po coś te schody na salach kinowych są. Jeszcze zanim zaczęł się film, usiadłyśmy na schodach, na samej górze. Było stamtąd widać ekran dużo lepiej niż z pierwszego rzędu (droga szyjo, nie ma za co). I w taki oto nonszalancki sposób zaczęłyśmy oglądać film o jednym z najbardziej nonszalanckich ludzi, jacy kiedykolwiek chodzili po naszej planecie.
Właściwie Bohemian Rhapsody pokazało mi, że Freddie nie chodził - on latał. Latał, bo wciąż żył marzeniami, przyszłością, często rzeczami teoretycznie niemożliwymi. Nie uznawał norm, a przecież wśród zbuntowanej młodzieży Londynu w latach 70, jakiekolwiek normy i tak ledwo zipiały. Nie dało się go zaszufladkować - nie był ani w pełni Brytyjczykiem ani Tanzańczykiem, ani rockowym muzykiem ani drag queen. Był wszystkim na raz. Jego kinowa biografia uświadamia, że był kimś więcej niż tym, za kogo ludzie uważali go do daty premiery.
Sama postać Mercury'ego jest więc ukazana wręcz idealnie, choć dużo ludzi zarzuca reżyserowi niedokładne oddanie historii muzyka. Nie byłoby to oczywiście możliwe bez świetnie dobranego do tej roli aktora, czyli Ramiego Malka. Rami z pozoru wcale nie przypomina Freddiego, ale wystarczy dodać wąs i ruchy Mercury'ego oraz podwoić ilość siekaczy, aby z Malka zrobić wokalistę Queen. Często bywa, że aktorzy drugoplanowi zostają przysłonięci aktorami pierwszego planu. Często niesłusznie, ale obawiam się, że to określenie niekoniecznie ma prawo się odnieść do Bohemian Rhapsody. Nie zdziwiłabym się, gdyby po tym filmie powstało mnóstwo teorii spiskowych o tym, że Freddie żyje i to on sam zagrał główną rolę w BR.
Dobry film tworzy kilka czynników: gra aktorska (świetna!), scenariusz (świetny!), tło (Londyn z lat 70, to chyba mówi samo za siebie) oraz oczywiście muzyka (P R Z E Ś W I E T N A!).Największe hity Queen zebrane w 2-godzinnej historii człowieka, które je współtworzył. Mojej mamie głowa praktycznie nie przestawała się kiwać. Zreztą nie tylko jej. Miałam wrażenie, że niektórzy, gdyby mogli, wyskoczyliby z fotela, rozerwali zapiętą pod szyję koszulę i śpiewali razem z Malkiem (i Freddiem). Wybierając się na Bohemian do kina koniecznie zwróćcie uwagę na nagłośnienie kina, do którego idziecie.
Film jest obrazem wzlotów i upadków słynnego muzyka. Jego porażek i zwycięstw. Jego walką z przeszłością i o przysłość. Pokazuje go jako człowieka wrażliwego, ale i takiego, który walczy o swoje. Nie mówi o Freddiem jak o kolejnym utalentowanym wokaliście, a bardziej jak o człowieku, który, zmagając się z własnymi demonami, dotarł na szczyt i przeszedł do historii. Who wants to live forever? Freddie nie musi już tego chcieć. Dzięki pamięci ludzi (i świetnemu filmowi), już jest wiadome, że będzie żył wiecznie.

Wchodząc na salę przyszedł nam do głowy jednak pewnien świetny pomysł. Przecież nie musimy siedzieć w fotelach. Po coś te schody na salach kinowych są. Jeszcze zanim zaczęł się film, usiadłyśmy na schodach, na samej górze. Było stamtąd widać ekran dużo lepiej niż z pierwszego rzędu (droga szyjo, nie ma za co). I w taki oto nonszalancki sposób zaczęłyśmy oglądać film o jednym z najbardziej nonszalanckich ludzi, jacy kiedykolwiek chodzili po naszej planecie.
Właściwie Bohemian Rhapsody pokazało mi, że Freddie nie chodził - on latał. Latał, bo wciąż żył marzeniami, przyszłością, często rzeczami teoretycznie niemożliwymi. Nie uznawał norm, a przecież wśród zbuntowanej młodzieży Londynu w latach 70, jakiekolwiek normy i tak ledwo zipiały. Nie dało się go zaszufladkować - nie był ani w pełni Brytyjczykiem ani Tanzańczykiem, ani rockowym muzykiem ani drag queen. Był wszystkim na raz. Jego kinowa biografia uświadamia, że był kimś więcej niż tym, za kogo ludzie uważali go do daty premiery.
Sama postać Mercury'ego jest więc ukazana wręcz idealnie, choć dużo ludzi zarzuca reżyserowi niedokładne oddanie historii muzyka. Nie byłoby to oczywiście możliwe bez świetnie dobranego do tej roli aktora, czyli Ramiego Malka. Rami z pozoru wcale nie przypomina Freddiego, ale wystarczy dodać wąs i ruchy Mercury'ego oraz podwoić ilość siekaczy, aby z Malka zrobić wokalistę Queen. Często bywa, że aktorzy drugoplanowi zostają przysłonięci aktorami pierwszego planu. Często niesłusznie, ale obawiam się, że to określenie niekoniecznie ma prawo się odnieść do Bohemian Rhapsody. Nie zdziwiłabym się, gdyby po tym filmie powstało mnóstwo teorii spiskowych o tym, że Freddie żyje i to on sam zagrał główną rolę w BR.
Dobry film tworzy kilka czynników: gra aktorska (świetna!), scenariusz (świetny!), tło (Londyn z lat 70, to chyba mówi samo za siebie) oraz oczywiście muzyka (P R Z E Ś W I E T N A!).Największe hity Queen zebrane w 2-godzinnej historii człowieka, które je współtworzył. Mojej mamie głowa praktycznie nie przestawała się kiwać. Zreztą nie tylko jej. Miałam wrażenie, że niektórzy, gdyby mogli, wyskoczyliby z fotela, rozerwali zapiętą pod szyję koszulę i śpiewali razem z Malkiem (i Freddiem). Wybierając się na Bohemian do kina koniecznie zwróćcie uwagę na nagłośnienie kina, do którego idziecie.
Film jest obrazem wzlotów i upadków słynnego muzyka. Jego porażek i zwycięstw. Jego walką z przeszłością i o przysłość. Pokazuje go jako człowieka wrażliwego, ale i takiego, który walczy o swoje. Nie mówi o Freddiem jak o kolejnym utalentowanym wokaliście, a bardziej jak o człowieku, który, zmagając się z własnymi demonami, dotarł na szczyt i przeszedł do historii. Who wants to live forever? Freddie nie musi już tego chcieć. Dzięki pamięci ludzi (i świetnemu filmowi), już jest wiadome, że będzie żył wiecznie.

Komentarze
Prześlij komentarz